Sterowania CNC to dziś konieczność

Sterowania CNC to dziś konieczność

Rozmowa z panem Jackiem Okrutnym, prezesem AFM DEFUM

Galeria

Czy może Pan powiedzieć parę słów o początkach produkcji w andrychowskim zakładzie?

Andrychowska Fabryka Maszyn jest jedną z najstarszych firm przemysłowych w Polsce. Powstała
w 1946 roku na gruncie prywatnego przedsiębiorstwa o nazwie "Wytwórnia obrabiarek - Ludwik Cytling", produkującego tokarki, frezarki i szlifierki. Od samego początku zajmujemy się tylko i wyłącznie produkcją obrabiarek. Na początku były to przede wszystkim tokarki konwencjonalne, czyli proste tokarki ręczne. Trafiały one na stopniowo rozwijający się pod względem technicznym rynek krajowy. W roku 1955 rozpoczęliśmy produkcję na eksport. Wówczas zaczęły powstawać tokarki na zamówienie kontrahentów zagranicznych, głównie z USA, ZSRR, Anglii, Kanady, Francji, RFN oraz krajów skandynawskich.

Jakie były Państwa pierwsze doświadczenia z technologią CNC?

Technologia CNC wkroczyła do naszego zakładu już w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Co ciekawe, do końca zeszłego stulecia, AFM produkowała na rynek krajowy głównie tokarki sterowane numerycznie, a na rynki zagraniczne tokarki uniwersalne. Ponad 8 lat temu zaprzestaliśmy produkcji tokarek konwencjonalnych. Od tego czasu wytwarzamy wyłącznie obrabiarki sterowane numerycznie, w tym tokarki, centra pionowe własnej konstrukcji, frezarko-nakiełczarki, linie produkcyjne i rozmaite maszyny specjalne.

Pańskim zdaniem sterowania CNC to dziś konieczność?

Nie widzę innej drogi. Obecny przemysł bez nowoczesnych technologii po prostu przestaje istnieć. Proszę zwrócić uwagę, że w dzisiejszych czasach młodzi ludzie mają na codzień do czynienia
z komputerami, akceptują nowinki pojawiające się jak grzyby po deszczu, w niemal każdej sferze życia. I co najważniejsze, nie boją się technologii. Kiedyś było inaczej. Doskonale pamiętam początki, kiedy sterowania numeryczne wchodziły do użycia na szerszą skalę. Trzeba było wówczas wykorzystać doświadczonych tokarzy, a ci woleli pójść na chorobowe lub wcześniejszą emeryturę niż uczyć się nowych technik komputerowych. 

Gdzie szukali Państwo niezbędnego wsparcia i komponentów CNC?

Na początku głównie w krajach sąsiedzkich, przede wszystkim u naszych zachodnich sąsiadów. Warto podkreślić, że to były czasy, kiedy dostęp do najnowszych światowych technologii był u nas bardzo ograniczony ze względu na uwarunkowania geopolityczne i restrykcje COCOM (od redakcji: Komitet Koordynacyjny Wielostronnej Kontroli Eksportu skupiający dysponentów najbardziej zaawansowanych technologii na świecie), zakazujące eksportu zaawansowanych technologii do krajów komunistycznych. Należeliśmy do bloku krajów, które traktowano, jako potencjalnych pośredników mogących przyczynić się do dostarczenia Związkowi Radzieckiemu technologii tzw. „podwójnego zastosowania”. Za takie uważano wszystkie technologie, które mogły znaleźć zastosowanie zarówno w produkcji dóbr cywilnych, jak i militarnych.

Skąd, więc pomysł by nawiązać współpracę z japońską firmą FANUC?

Początkowo Japończycy byli dość wstrzemięźliwi, jeśli chodzi o sprzedaż na naszym rynku. Z tego powodu Polska stała się wręcz zdominowana przez niemieckich producentów. Zdecydowana większość użytkowników nawet nie wiedziała, że istnieją jacyś inni producenci poza niemieckimi. Naszą pierwszą maszynę ze sterowaniem numerycznym FANUC wykonaliśmy na indywidualne zamówienie i wysłaliśmy do Anglii na początku lat dziewięćdziesiątych.

Wspomniał Pan wcześniej, że zdecydowali się Państwo zrezygnować z produkcji tokarek konwencjonalnych na rzecz maszyn sterowanych numerycznie. Co było tego powodem?

Przyczyn jak zwykle jest wiele. Jednak najważniejszą z nich była rosnąca międzynarodowa konkurencja. Z jednej strony pojawiło się na rynku ogromne zapotrzebowanie na takie maszyny. Z drugiej zaś strony pojawił się problem jak konkurować z producentami chińskimi, tajwańskimi czy bułgarskimi przy maszynach konwencjonalnych, wysokich kosztach robocizny, czy różnego rodzaju utrudnieniach natury biurokratycznej. Nie da się ukryć, że w momencie, kiedy otworzył się dla nas rynek globalny, nasze konwencjonalne maszyny okazały się być za proste, a ich koszt wyprodukowania zbyt wysoki. Nie było sensu dalej ich produkować, bo ciągłe obniżanie cen powodowało jedynie straty. To właśnie olbrzymia konkurencja zmusiła nas do szerokiego otwarcia się na nowoczesne technologie.

Do kogo trafiają maszyny produkowane dziś w Andrychowie?

Największym odbiorcą naszych produktów zarówno pod względem procentowym, jak i wartościowym jest zdecydowanie branża motoryzacyjna. Choć muszę przyznać, że i tokarki i centra pionowe to maszyny uniwersalne i korzystają z tego praktycznie wszystkie branże. Jako ciekawostkę dodam, że wśród odbiorców naszych tokarek był np. szpital, elektrownia czy armator morski, który na swoich statkach wykorzystywał te urządzenia do drobnych napraw w czasie rejsów.

Czy mógłby Pan krótko opowiedzieć, czym wyróżniają się sterowania firmy FANUC? 

Bazując na własnych obserwacjach i doświadczeniu mogę powiedzieć, że FANUC może pochwalić się wyjątkową niezawodnością oraz znakomitym wsparciem technicznym. Podam przykład: 5 lat temu kupiliśmy używane centrum oparte na sterowaniach CNC FANUC, był to system 6M z 80-tego roku i mimo że problem techniczny pojawił się w momencie, kiedy maszyna miała już dwadzieścia kilka lat, FANUC udzielił nam pełnego wsparcia. W przypadku innych firm to się praktycznie nie zdarza, a w elektronice to wręcz niemożliwe.

A może dostrzega Pan elementy, które powinny zostać udoskonalone?

Nowoczesne sterowania numeryczne FANUC są tak wyrafinowane, że my tak naprawdę nie jesteśmy w stanie w pełni wykorzystać ich możliwości. To mniej więcej tak jak z normalnym użytkownikiem edytora tekstów, jakim jest Word. Moim zdaniem nie wykorzystuje on więcej niż 15 proc. możliwości tego narzędzia. Podobnie jest ze sterowaniami. Wszystko, czego potrzebujemy już jest w tym produkcie.

Powiedział Pan, że nowoczesne sterowania CNC wywierają pozytywny wpływ na konkurencyjność firm, a co z ich pracownikami? Czy w tym kontekście maszyny sterowane numerycznie mogą być traktowane, jako zagrożenie dla etatów?

Nie można walczyć z tym, że świat się zmienia. Mamy ciągły postęp, więc niektóre zawody zupełnie znikają. Tak się stało ze stangretami, forysiami, bednarzami czy kowalami. Maszyny sterowane numerycznie mają zdecydowanie większą wydajność, są coraz bardziej wszechstronne
i skomplikowane, więc i ilość operatorów będzie się zmniejszać. To jest nieuchronne. Jednak nie korzystać z technologii CNC to byłoby jak przyłączenie się do luddystów, którzy niszczyli maszyny parowe w Anglii w XVIII w. uważając, że mechanizacja produkcji jest powodem bezrobocia, niskich płac czy nędzy robotników. Moim zdaniem wszystko można zautomatyzować, a bezrobocie będzie istniało zawsze.

Nie boi się Pan takiego społecznego buntu jak w XVIII wieku?

Tu nie o to chodzi. Ludzi można i trzeba zagospodarować gdzie indziej. Tu widzę ogromną rolę państwa, które powinno postawić na nowoczesną edukację. Skoro zmienia się technologia to musi się zmienić patrzenie na edukację. Zamiast przyuczać ludzi do znikających zawodów warto byłoby kreować nowe kierunki, zgodne z zapotrzebowaniem rynku.

Gdzie przede wszystkim widzi Pan konieczność automatyzacji w celu poprawy konkurencyjności?

Myślę, że najlepsza droga dla Polski, to rozwijanie małych i średnich firm wyposażonych w potrzebną ilość najnowszych maszyn sterowanych numerycznie i przyjmujących zlecenia na wykonanie różnego­ rodzaju komponentów dla większych firm, czyli tak zwanych kooperantów.

Uważa Pan, że to wyzwanie jest do zrealizowania w Polsce?

Jak najbardziej, jednak zajmie to trochę czasu. Nasza mentalność jest głównym hamulcowym. Podam Pani w formie anegdoty pewien przykład znakomicie ilustrujący rzeczywistość, w której działamy. Niedawno miałem okazję spotkać się z dyrektorem produkcji u jednego z dużych producentów uchwytów do tokarek. Firma znana nawet na skalę światową. Człowiek ten w celu unowocześnienia swojego zakładu wolał remontować i modernizować stare, mocno zużyte tokarki poziome niż kupić nowe, znacznie bardziej elastyczne tokarki pionowe. Biorąc pod uwagę, że koszty są niemal porównywalne, jego argumentacja była taka: „ja tych maszyn nie widziałem, nie znam i nie będę kupował”. Mentalność ludzka to jest najtrudniejsza rzecz do zmiany.

Jaki produkt AFM wykorzystujący sterowania CNC poleciłby Pan dziś klientom zainteresowanym współpracą?

Z naszego doświadczenia i statystyk innych producentów obrabiarek wynika, że obróbka tokarska
w produkcji przemysłowej to w około 80%-ach obróbka tylko w uchwycie bez podparcia konikiem.  Mimo to około 80% kupowanych tokarek CNC to poziome tokarki kłowe, zajmujące więcej miejsca
i uciążliwe do mocowania obrabianych przedmiotów. Dopłaca się do konika "na wszelki wypadek".

W znikomym stopniu używane są tokarki pionowe, będące znacznie lepszym i bardziej ekonomicznym rozwiązaniem. Przykładem takiej maszyny jest nasza tokarka o nazwie „Giewont”. Niezwykle wygodna maszyna wciąż wykorzystywana w Polsce w niewielkim stopniu. Urządzenie to robimy tylko i wyłącznie w oparciu o niezawodne podzespoły FANUC. Tylko ten producent jest w stanie zaoferować nam w tym przypadku silnik wrzecionowy idealnie pasujący do zastosowanego elektrowrzeciona.

Informacja o firmie: Andrychowska Fabryka Maszyn S.A. należy do grona najstarszych firm polskich. Powstała w roku 1946 i od 66 lat jest czołowym polskim producentem obrabiarek. Szeroki asortyment produkowanych tokarek sterowanych numerycznie i centrów pionowych CNC oraz bogate wyposażenie specjalne umożliwiają fabryce konfigurowanie obrabiarek pod konkretne zapotrzebowanie klienta. W roku 2011 Andrychowska Fabryka Maszyn S.A. przejęła część produkcji obrabiarek Dąbrowskiej Fabryki Maszyn DEFUM S.A. i z dniem 3.09.2012 roku zmieniła nazwę na Andrychowską Fabrykę Maszyn DEFUM S.A.


Udostępnij

comments powered by Disqus