Ostatni dzwonek na robotyzację przedsiębiorstw w Polsce

Ostatni dzwonek na robotyzację przedsiębiorstw w Polsce

Podsumowanie debaty PAP

Galeria

Konkurencyjność przedsiębiorstw spada z powodu niewystarczających inwestycji w rozwój i poprawę parametrów produkcji. Tylko nieliczni przedsiębiorcy w Polsce wiedzą, że robotyzacja jest jednym z najbardziej efektywnych narzędzi podnoszenia jakości produkcji, zwiększenia jej wydajności oraz obniżania kosztów. Dlatego Polska pozostaje jednym z najmniej zrobotyzowanych krajów na świecie.

To ostatni dzwonek na ograniczenie poważnego ryzyka utraty konkurencyjności polskiej gospodarki oraz realnej możliwości załamania krajowego rynku pracy - ocenili eksperci uczestniczący w debacie organizowanej przez Centrum Prasowe PAP.

Debata zatytułowana "Czas na roboty, czyli mechaniczni pracownicy w przedsiębiorstwach produkcyjnych" została zorganizowana w Centrum Prasowym Polskiej Agencji Prasowej w dniu
1 grudnia.

W spotkaniu wzięli udział eksperci zajmujący się badaniem wpływu nowoczesnych technologii na kondycję przemysłu, przedstawiciele instytucji wspierających przedsiębiorców w procesie pozyskiwania środków finansowych na inwestycje w technologie, reprezentanci sektora akademickiego oraz firmy innowacyjne, które znają korzyści oferowane przez roboty przemysłowe z własnego doświadczenia.

Punktem wyjścia do dyskusji były najnowsze statystyki dotyczące poziomu zrobotyzowania poszczególnych gospodarek, w Europie i na świecie. Według szacunków Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) sprzedaż robotów przemysłowych na świecie dynamicznie się zwiększa, a liczba maszyn zainstalowanych w zakładach produkcyjnych na całym świecie zbliża się do dwóch milionów. Najwięcej robotów kupują przedsiębiorcy z Azji, Stanów Zjednoczonych i Europy. Prym na Starym Kontynencie wiodą Niemcy (292 roboty na 10 tys. pracowników), Szwecja (190 robotów na 10 tys. pracowników) oraz Belgia (171 robotów na 10 tys. pracowników). Wśród krajów zdecydowanie inwestujących w robotyzację są Słowacja i Czechy, które w 2014 r. osiągnęły poziom średniej europejskiej (ok. 85 robotów na 10 tys. pracowników). Polska wciąż pozostaje w tyle rankingu (22 roboty na 10 tys. pracowników).

Sprzedaż robotów będzie rosła średnio o 15 proc. rocznie

Eksperci IFR szacują, że zainteresowanie robotami przemysłowymi będzie coraz większe. W 2018 r. jedna trzecia spośród wszystkich robotów dostarczonych na światowe rynki zostanie zainstalowana w chińskich zakładach produkcyjnych. 

- „Chiny zaczęły masowo kupować roboty, ponieważ dostrzegły, że jedyną szansą na dostatek społeczeństwa jest reindustrializacja, czyli stopniowe przechodzenie w strukturze gałęziowej przemysłu od gałęzi kapitałochłonnych do gałęzi „intelektualnie intensywnych”, wymagających dużego zaangażowania nauki i wysoko wykwalifikowanej kadry pracowników – uważa Sylwester Kominek, prezes spółki „Robotrendy”. Jego zdaniem jest to znamienne dla wszystkich dużych krajów, do których zalicza się także Polska.

„Chiny zaczęły inwestować, ponieważ zauważyły, że nie mogą już konkurować wyłącznie tanią siłą roboczą, że produkty tak wytwarzane są niewystarczającej jakości, a zapewne jest też tak, że Chińczycy chcą zarabiać coraz więcej” – powiedział Sylwester Kominek. Według niego Polska powinna brać przykład z takich kierunków rozwoju gospodarczego. 

Z kolei dr Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, podkreślał, że aby polski przemysł miał szansę się rozwijać, musi najpierw zmienić się podejście przedsiębiorców - „Polska jest krajem dużym i jak dotąd mieliśmy bardzo dużo siły roboczej i przedsiębiorcy  w swoich strategiach stawiali raczej na rozwój pracochłonny, niż kapitałochłonny. Innymi słowy woleli zatrudnić ludzi, niż zainwestować w takie urządzenia jak roboty, co się wydaje drogie”.

Jednak wypowiedzi uczestników debaty uspokajają. - "Robotyzacja wcale nie jest droga, a przynosi mnóstwo korzyści" – przekonywał Jędrzej Kowalczyk, prezes spółki FANUC Polska,  specjalizującej się w produkcji robotów przemysłowych oraz rozwiązaniach służących automatyzacji przemysłu. Przyznał, że brak tej świadomości jest największą barierą w przekonywaniu polskich przedsiębiorców do modernizacji produkcji poprzez „mechanicznych pracowników”.

Technologie stworzone w celu automatyzacji przemysłu są już bardzo dobrze rozwinięte, producenci mają dostęp do szerokiego wachlarza rozwiązań, które z roku na rok stają się jeszcze bardziej elastyczne, a przy tym tańsze.

- „Robotyzacja jest to rozwiązanie w pewnym sensie szyte na miarę, choć w obecnych czasach jest już na tyle łatwe, że możemy tworzyć gotowe stanowiska do wdrożeń, do prostych aplikacji, tak zwane plug and play (od red.: system służący do automatycznego konfigurowania urządzeń i przydzielania im zasobów. PnP pozwala pracować wielu urządzeniom zainstalowanym w systemie na raz, bez konfliktów)”.

Porównując ceny robotów  z cenami innych maszyn i rozwiązań w przemyśle, stwierdził, że są one podobne, a gdy porówna się ich możliwości, to robotyzacja jest dużo tańsza, bardziej elastyczna i znacznie bardziej perspektywiczna.

- „Co roku widzimy obniżanie cen  samych produktów, jak również  całych  rozwiązań, bo musimy pamiętać, że robot to tylko jeden ze składników stanowiska pracy. I dzięki temu wierzę, że będzie to bardziej powszechne dla większej grupy odbiorców” – powiedział Kowalczyk. 

Prezes polskiego oddziału japońskiej firmy zauważył, że - „zainteresowanie robotami jest znacznie większe niż kilka lat temu, natomiast na pewno nie jest to jeszcze etap zadowalający nas, żeby można było powiedzieć, że robotyzacja już na dobre zawitała do Polski i jest czymś powszechnie stosowanym”.

Zdaniem Kowalczyka wkrótce to się zmieni, gdyż „robotyzacja jest naturalnym etapem rozwoju przedsiębiorstw, które wciąż muszą podnosić poziom swojej konkurencyjności, aby zwiększyć jakość produktów, a przede wszystkim obniżyć koszt produkcji”. 

Prezes firmy FANUC Polska zna wiele polskich zakładów, które już są w trudnej sytuacji, gdyż nie były modernizowane.

- „Znam przykład odlewni, w której koszt wytworzenia jednego detalu jest droższy niż w Niemczech. Stało się tak, gdyż odlewnia ta od lat nie inwestowała nie tylko w robotyzację, ale ogólnie  w nowoczesne technologie i tym samym przegrała wyścig konkurencyjny z naszymi sąsiadami.
W tym momencie nie wiadomo, jakie będą jej losy, czy mają jeszcze szansę inwestować i nadrobić tę stratę”
– ocenił prezes Kowalczyk.

Z badań IBnGR wynika, że Polska powoli nadrabia zaległości na tym polu, a wszystkie przedsiębiorstwa, które zdecydowały się na robotyzację są zadowolone z efektów rynkowych (raport IBnGR „Wpływ robotyzacji na konkurencyjność polskich przedsiębiorstw”, Warszawa, październik 2015).

Raport wskazuje, że 96% firm, które korzystają z robotów zwiększa dzięki nim swoją konkurencyjność rynkową. Ponad 80% notuje wzrost skali produkcji, znacznie poprawia jej jakość i obniża koszty produkcji. Ponad połowa respondentów ankiety IBnGR potwierdza, że roboty pomogły poprawić rentowność działania zakładu, zapewnić stabilne zatrudnienie pracownikom oraz podnieść bezpieczeństwo i komfort ich pracy. W wielu przypadkach było to najbardziej efektywne narzędzie rozwoju przedsiębiorstwa, wprowadzenia innowacji do procesów wytwarzania i samych produktów, a także tworzenia nowych miejsc pracy.

Przedsiębiorcy przekonują się, że roboty to jest coś, co opłaca się mieć, w co zainwestować, bo korzyści są ewidentne, ale upłynie trochę czasu, zanim znajdziemy się w takiej średniej europejskiej, jeśli chodzi o nasycenie gospodarki robotami” – ocenia wiceprezes IBnGR Bohdan Wyżnikiewicz.

Według niego polskie przedsiębiorstwa powinny jak najszybciej postawić na modernizację i odrabiać zapóźnienia. W przeciwnym wypadku przestaną być konkurencyjne.

Gdzie inwestować? - „To jest uzależnione od branży, w której działamy. W niektórych branżach to jest bardzo ważne, np. w motoryzacji, czy w branży chemicznej, wszędzie tam, gdzie jest masowa produkcja i  potrzebna dokładność, precyzja, czego osoby pracujące ręcznie, czy też tylko w sposób nieznacznie zautomatyzowany nie są w stanie zagwarantować. Oczywiście to wpływa na konkurencyjność i jestem przekonany, że zapóźnienia będą odrabiane, przy czym nie spodziewałbym się oszałamiających efektów” – powiedział dr Wyżnikiewicz.

Prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Bożena Lublińska-Kasprzak powiedziała, że - „od wielu lat rośnie zainteresowania polskich przedsiębiorców wdrażaniem innowacyjnych rozwiązań, produktów i usług i często są wtedy wykorzystywane roboty przemysłowe”. PARP od wielu lat finansuje takie inwestycje.

- „Co prawda liczba innowacyjnych polskich firm w ostatnich latach drastycznie nie wzrosła, natomiast wzrasta poziom nakładów na wydatki związane z wdrażaniem innowacyjnych produktów, czy usług, i  pod tym względem  zbliżamy się do poziomu europejskiego” – mówiła Bożena Lublińska-Kasprzak.

Agencja stara się także informować i edukować przedsiębiorców.  Od  lat finansowany jest technologiczny audyt w przedsiębiorstwach, dokonywany przez ekspertów i doradców. Ma on na celu pomóc przedsiębiorcy w podjęciu decyzji, czy nowoczesne technologie przyniosą mu wymierne korzyści. Zauważyła jednak, że przedsiębiorcy mają problemy ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. „Potrzebne są działania odpowiednich instytucji, szkół i uczelni wyższych, tak, aby ta kadra była odpowiednio przygotowana” – podkreśliła prezes PARP.

Potwierdził to również prezes spółki "Adamus HT" Henryk Adamus.

- "Aby uruchomić 7 robotów, potrzebowałem 12 miesięcy, by wykształcić swoich pracowników. Kraje, które wyprzedzają Polskę pod względem robotyzacji, nie mają na ten cel więcej pieniędzy, lecz lepiej wykształconych specjalistów" - powiedział prezes Adamus.

Prezes spółki Robotrendy, zajmującej sie produkcją stanowisk zrobotyzowanych, Sylwester Kominek zwrócił uwagę na "kulejącą" jego zdaniem współpracę uczelni z biznesem.

- „W Niemczech niektóre uczelnie współpracują z około dwoma setkami firm, co u nas raczej jest nie do osiągnięcia. Studenci (w Niemczech - PAP) kształtują się w realnym środowisku pracy. Dlatego warto, żeby i nasze przyszłe kadry poznawały nowoczesne rozwiązania  już w szkołach czy na studiach” – uważa Kominek.

- „Kształcenie specjalistów rozpoczyna się już w szkołach zawodowych i technikach” – przypomniała Emilia Maciejewska, naczelnik Departamentu Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego
w Ministerstwie Edukacji Narodowej.

Warto wybierać szkoły, które są przepustką do zawodów przyszłości. - „Szkoły zawodowe są  i zaczynają być coraz modniejsze. W tym roku ponad 55 proc. absolwentów gimnazjów wybrało szkoły kształcące w zawodach, zwłaszcza technika. Zawodami, które przygotowują kadry średniego szczebla w dziedzinie robotyki, są np. monterzy mechatronicy kształcący się w trzyletnich szkołach zawodowych czy technicy mechatronicy w czteroletnich technikach" – zaznaczyła Emilia Maciejewska.

Według niej absolwenci takich szkół nie powinni mieć problemów ze znalezieniem pracy. "Pracodawcy już w trakcie praktyk zawodowych uczniów porozumiewają się z nimi, i  zatrudnią ich po ukończeniu technikum” – podkreśliła Maciejewska.

Niektórzy kontynuują naukę na kierunkach automatyki i robotyki, które są rozwijane na wielu polskich uczelniach od początku lat 90.

„Rocznie kształcimy około setki inżynierów,  zwiększyliśmy nabór na nasz wydział do  około 280 osób, ale to są granice naszych możliwości” – powiedział prof. Mariusz Olszewski z Wydziału Mechatroniki Politechniki Warszawskiej.

Podkreślił także, że wkrótce na Wydziale Mechatroniki może zabraknąć wykładowców, bo obecni zbliżają się do wieku emerytalnego i nie mają następców. Wyjaśnił, że praca na uczelni nie jest dla młodych inżynierów automatyki i robotyki  atrakcyjna, gdyż poza uczelnią mogą zarabiać znacznie więcej niż najlepszy profesor.

„Co drugi mój dyplomant pracuje poza Polską - w Niemczech, Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie” – dodał prof. Mariusz Olszewski.

Z informacji zebranych przez IFR wynika, że popyt na roboty przemysłowe na świecie odznacza się stałą i szybką tendencją wzrostową, na poziomie 15 proc. rocznie, a najwięcej mechanicznych pracowników „zatrudniają” w ostatnich latach przedsiębiorcy z Chin. IFR szacuje, że liczba robotów w Państwie Środka wzrośnie z 263 tys. w 2015 r. do 614 tys. w 2018 r. Chiny będą miały wtedy ponad dwukrotnie więcej robotów produkcyjnych (614 tys.) niż Japonia (292 tys.) czy Korea Południowa (279 tys.) oraz Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk razem (323 tys.).

Wszystkich zainteresowanych obejrzeniem relacji filmowej z debaty PAP zapraszamy tutaj:

W spotkaniu wzięli udział:

  • Pan Henryk Adamus – prezes spółki Adamus HT
  • Pan Sylwester Kominek - prezes Zarządu spółki Robotrendy
  • PanJędrzej Kowalczyk - prezes spółki FANUC Polska
  • Pani Bożena Lublińska-Kasprzak - prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości
  • Pani Emilia Maciejewska - przedstawicielka Departamentu Kształcenia Zawodowego w Ministerstwie Edukacji Narodowej
  • Pan prof. Mariusz Olszewski - Instytut Automatyki i Robotyki, Wydział Mechatroniki
  • Pan Krzysztof Szubert – ekspert Business Centre Club
  • Pan dr Bohdan Wyżnikiewicz – wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową

Dodatkowe informacje można znaleźć na stronach www.pap.pl i www.centrumprasowe.pap.pl.


Udostępnij

Tagi

comments powered by Disqus